Blog /03 Września 2019

5 lat wspólnych poniedziałków

Właśnie mija pięć lat, odkąd założyliśmy NoMonday. W czwórkę, bo tyle liczył na początku agencyjny team. Dziś w naszym zespole pracuje osiemnastu specjalistów, z którymi sporo osiągnęliśmy. A jeśli ktoś spyta, czy mogliśmy osiągnąć więcej, odpowiem – pewnie, że mogliśmy. Jednak nie w tym rzecz. Dlaczego? W moim wpisie znajdziecie kilka nieoczywistych przemyśleń z ostatnich pięciu lat.  

Pierwsze kilka lat istnienia agencji to dużo i mało jednocześnie, bo wszystko tak naprawdę zależy od perspektywy.
Z jednej strony to czas, w którym zrealizowaliśmy z ekipą NoMonday setki projektów, przejechaliśmy tysiące kilometrów i wypiliśmy hektolitry mocnych kaw. Jednak z drugiej strony to zaledwie ułamek tego, co jeszcze przed nami. 

 

 

Ekipa gotowa na wyzwania

Dobór czterech wspólników był kluczowy dla rozwoju NoMonday. Każdy z nas miał wieloletnie doświadczenie i mógł pochwalić się mianem specjalisty w swojej dziedzinie. Mieliśmy wcześniej okazję pracować w tym składzie, co wyraźnie pokazało, że razem radzimy sobie nie tylko w typowych agencyjnych zadaniach, ale też w sytuacjach ekstremalnych. Nie skłamię, gdy powiem, że nie byliśmy wtedy przyjaciółmi, ale zawodowo wiedzieliśmy o sobie wszystko. Sympatia i uznanie klientów, których wówczas obsługiwaliśmy, zaowocowały nowymi kontraktami, które mogliśmy z powodzeniem realizować już pod szyldem NoMonday. 


Nowe projekty niosły ze sobą potrzebę zatrudniania kolejnych osób. Pamiętam, że przy kontraktowaniu pierwszej osoby (Wojtek pozdrawiamy, doceniamy i dziękujemy) czułem się jak przyszły ojciec. Decyzji o powiększeniu teamu towarzyszyła mieszanka odpowiedzialności, radości i… stresu. Jak się później okazało, każdy z nas, wspólników, czuł wtedy podobny ciężar odpowiedzialności. Nowy człowiek w zespole, nowy klient i świetnie zrealizowany projekt – na owoce w postaci kolejnych zleceń nie musieliśmy długo czekać. W biurze NoMonday przybywało pracowników i sprzętu, aż wreszcie zjawił się on…

Witaj, ekspresie do kawy!

Może wydawać się to śmieszne, ale ten niepozorny sprzęt przy kilku nowych pracownikach był dla nas symbolem rosnącego potencjału agencji. Znakiem, że firma realnie się rozwija. W późniejszych rozmowach z prezesami, którzy z sukcesami prowadzą swoje przedsiębiorstwa, dowiedziałem się, że to nie tylko moje odczucie. Sami nieraz wspominali początki swojej działalności. Zakup maszyny do kawy dodatkowo podkreślał to, co sami widzieli – rosnący potencjał. Ten z pozoru niewiele znaczący przedmiot kryje w sobie wizję wzrostu, dlatego daje taką satysfakcję. Zawsze będę pamiętał pierwszą wspólną kawę z nowego ekspresu. 


Przestrzeń w fazie tworzenia  

Jeśli można powiedzieć, że czegoś nie potrafiliśmy zrobić na 100%, to z całą pewnością był to projekt pod hasłem: wystrój biura. Gdy dziś patrzę na archiwalne zdjęcia pomieszczeń NoMonday, które wtedy z dumą pokazywałem rodzicom, w pełni rozumiem ich przerażenie. Nasza siedziba wyglądała tak, jakby firma miała przetrwać maksymalnie 2 dni… Chociaż i tak niesamowicie cieszyłem się pierwszym biurem agencji. 

Na szczęście w NoMonday pojawili się nowi pracownicy, którzy podjęli inicjatywę urządzenia naszej przestrzeni. Temat wystroju wnętrz NoMonday ruszył i, co najważniejsze, zakończył się sukcesem. Dziś pracujemy w świetnie zaaranżowanej przestrzeni, w której łatwiej zarówno o kreatywne myślenie, jak i pełne skupienie. Cała sprawa z urządzaniem biura pokazała, że wiele zdań lepiej ode mnie i moich wspólników wykonają nowi ludzie. I o to chodziło!


Na trasie Rybnik - Warszawa - Rybnik

Chciało nam się pięć lat temu i dziś nadal chce. A mowa o pokonywaniu 700 km jednego dnia, by móc spotkać się w Warszawie z dwoma klientami. Nawet jeśli zrywamy się bladym świtem, a w domach lądujemy późnym wieczorem. Może to nie jest najprzyjemniejsze, ale zawsze wiedzieliśmy, że relacji nie da się budować tylko za pomocą maili i telefonów. Czar dużych marek sprawił, że nie zamknęliśmy się wyłącznie na lokalnym rynku. Wiedzieliśmy, że to w największych polskich miastach większość firm ma swoje ośrodki decyzyjne. Myślę, że nasi warszawscy klienci nieraz nucą słowa „Małomiasteczkowego”, gdy widzą jak dziarsko przemierzamy korytarze ich biur.  I co ciekawe, nie przeszkadza im to w robieniu z nami interesów;)  


Duże marki w coraz większym portfolio

Jaki jest sekret udanej współpracy z dużymi markami? Nie zaskoczę przełomowym odkryciem. Brand managerom po prostu podobają się nasze projekty i podejście do ich realizacji. W pierwszych latach istnienia NoMonday nie mieliśmy specjalisty w obszarze new business, który skutecznie poluje na najlepsze zlecenia. Na szczęście nasze prace od początku broniły się same, a dodatkowo, mieliśmy sporo szczęścia do świetnych ludzi po stronie klienta. Ci z kolei, polecali nas innym, często jeszcze w trakcie współpracy nad projektami. 

Ktoś powie, że przecież mogliśmy zyskać o wiele więcej zleceń, gdybyśmy już na samym początku zatrudnili dobrego new business managera. I przyznam rację takiej osobie. Owszem, można było wcześniej, więcej, lepiej. Warto jednak pamiętać, że to wiedza i pewność, którą mamy dziś. Wcześniej byliśmy bardziej zachowawczy. I nikt nie mówi, że to źle. Rozwój firmy to proces, w którym codziennie uczymy się czegoś o sobie. 


 

Kiedy poczułem faktyczny rozwój firmy? 

Pamiętam taki moment, gdy dostałem telefon z informacją, że mamy pierwszą nagrodę za jedną z realizacji. Byłem wtedy w domu i żona poprosiła, żebym opowiedział jej więcej o nagrodzonym projekcie. Uświadomiłem sobie, że jego temat nie wiem zbyt wiele, bo nie prowadziłem go osobiście – projektem zajmował się wtedy jeden z naszych account managerów. Poza tym to był czas, w którym realizowaliśmy wiele podobnych zleceń. Nie wiedziałem, czy to dobrze, że nie znam szczegółów projektów, które ktoś wyróżnia branżową nagrodą, czy nie. Dzisiaj już wiem, że to był kolejny znak (po ekspresie), że NoMonday rośnie w siłę. 


Klucz do sukcesu: optymalizacja 

W pewnym momencie ludzi na pokładzie NoMonday było już całkiem sporo, dlatego musieliśmy powiększyć biuro o kilka nowych pomieszczeń. Było więcej zleceń, przybywało klientów, nasze obroty rosły, ale zyski nie poszybowały w górę tak, jak przewidywaliśmy. To był czas intensywnych dyskusji, podczas których szukaliśmy najlepszych rozwiązań. Okazało się, że nie ma jednej przyczyny takiego stanu rzeczy i złotego środka, który poprawi sytuację. Przy tak dużym skoku biznesowym, jakiego dokonaliśmy, wystąpił tzw. efekt skali. Nawet małe błędy, które na początku bez większych konsekwencji popełnialiśmy w czteroosobowym teamie, zaczęły realnie wpływać na wyniki finansowe agencji. Mając świadomość błędów, których musimy unikać, zoptymalizowaliśmy naszą pracę. I zadziałało! 


W tym biznesie liczą się ludzie 

Nawiązując do claimu popularnego banku, z pełnym przekonaniem podpisuję się pod stwierdzeniem, że to ludzie są najważniejsi. I to nie tylko w tym, ale w każdym biznesie. W NoMonday trafiliśmy na wiele wspaniałych osób, które są nie tylko doskonałymi specjalistami, ale po prostu – świetnymi ludźmi. Z jednej strony wpadną na pomysł, który usprawnia pracę nad projektami, a z drugiej polecą dobry serial na Netflixie. Dzięki nim mogę dowiedzieć się więcej o dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości, dzielić się swoim doświadczeniem, ale też poszerzać własny horyzont. 

Na przestrzeni pięciu lat współpracowaliśmy z wieloma fantastycznymi ludźmi. Część z nich nie sprawdziła się w naszej branży, znajdując swoje miejsce w innych obszarach biznesu. Dziękuję im za obecność i wspólnie spędzony czas. Najbardziej dziękuję jednak tym, którzy nam zaufali i ciągle dostrzegają potencjał do rozwoju NoMonday. Jestem wdzięczny moim wspólnikom i pracownikom, bo oni ryzykują więcej od klienta. Mają też większą styczność ze mną, a to bywa lekko uciążliwe. Dziś utrzymanie dynamiki wzrostu wymaga od nas jeszcze więcej wysiłku. Gdy organizacja jest poukładana, a ludzie zaangażowani, łatwiej inicjować progres i podejmować ważne decyzje.


Dziękuję wszystkim, którzy w większym czy mniejszym stopniu przyczynili się do tego, że dzisiaj możemy zarabiać na życie, robiąc to, co naprawdę lubimy. Nawet w poniedziałki;)

 

facebook - lubię to
Grzegorz Koczor / CEO

Od ponad 12 lat związany z branżą reklamową. Specjalizuje się w komunikacji marketingowej w mediach cyfrowych, umiejętnie łącząc je z tradycyjnymi kanałami komunikacji. Poszukiwacz wizji, które realnie pomagają w biznesie. W pracy otacza się ludźmi, którzy jego wizje przekładają na twarde cyfry. Prywatnie, pasjonat sportu i brzmienia gitar akustycznych.